Mord katyński (książka)
"Mord katyński. Siedemdziesiąt lat drogi do prawdy", W. Materski, Warszawa 2010 r., ss. 155, aneks dok., fot.,
ISBN 978-83-6242-00-8
Publikacja Wojciecha Materskiego stanowi kompendium wiedzy o siedemdziesięcioletnim procesie dochodzenia do prawdy o bezprecedensowej zbrodni katyńskiej, jednej z najtragiczniejszych kart najnowszej historii Polski. Bazą dla książki stała się obszerna dokumentacja źródłowa pochodząca z archiwów polskich i rosyjskich oraz literatura przedmiotu.
Prof. Wojciech Materski - historyk i politolog, specjalizuje się w historii ZSRR i stosunkach polsko-sowieckich, dziejach Gruzji i Zakaukazia, historii instytucji zbiorowego bezpieczeństwa. Jest absolwentem Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. W roku 1974 uzyskał stopień doktora, a w roku 1981 doktora habilitowanego na podstawie rozprawy Narodziny ONZ. Idea międzynarodowej organizacji bezpieczeństwa w polityce zagranicznej ZSRR 1941–1945. W 1991 roku otrzymał tytuł profesora nauk humanistycznych. Jest autorem i współautorem około 400 prac, w tym 20 książek: m.in. Polska a ZSRR 1923-1924. Stosunki wzajemne na tle sytuacji politycznej w Europie [1982]; Narodziny ONZ. Idea międzynarodowej Organizacji Bezpieczeństwa w polityce zagranicznej ZSRR 1941-1945 [1982]; Teheran-Jałta-San Francisco-Poczdam [1987]; Bolszewicy i samuraje. Walka dyplomatyczna i zbrojna o rosyjski Daleki Wschód (1917-1925) [1990]; Tarcza Europy. Stosunki polsko-sowieckie 1918-1939 [1994]; Georgia rediviva. Republika Gruzińska w stosunkach międzynarodowych 1918-1921 [1994]; Gruzja [2000]; Pobocza dyplomacji. Wymiana więźniów politycznych pomiędzy II Rzecząpospolitą a Sowietami w okresie międzywojennym [2002]; Historia dyplomacji polskiej (współautor tomów IV-VI). Był również jednym z redaktorów naukowych wydanej przez Naczelną Dyrekcję Archiwów Państwowych, czterotomowej monografii pt. „Katyń. Dokumenty zbrodni” gromadzącej dokumentację historyczną poświęconą zbrodni katyńskiej [1995-2006].
Obecnie pełni funkcję dyrektora Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. Jest członkiem Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych.
Fragmenty
1
W warunkach braku formalnego wypowiedzenia wojny, żołnierze polscy zostali rozbrojeni i internowani – na własnym terytorium państwowym, wbrew wszelkim konwencjom regulującym postępowanie przy zaistnieniu międzypaństwowego konfliktu zbrojnego. W niewoli znaleźli się zarówno ci żołnierze i oficerowie Wojska Polskiego, którzy usiłowali podjąć walkę, jak też i ci, którzy witali Sowietów jako sprzymierzeńców. Podobny los spotkał polskich policjantów, służby mundurowe i część cywilów, głównie wyższych urzędników państwowych i przedstawicieli inteligencji. Szacuje się, iż liczba jeńców wziętych do niewoli przez Armię Czerwoną i wkrótce przekazanych w ręce NKWD sięgnęła 240-250 tysięcy, w tym około 10 tysięcy oficerów.
Dla Sowietów powstał ogromny problem, co począć z taką masą zatrzymanych, jak zapewnić ich skuteczną izolację, zakwaterowanie, wyżywienie. Przy braku nawet elementarnych warunków ich przetrzymywania, zapadła decyzja, by część z nich – głównie szeregowców z zagarniętych terenów Polski wschodniej, zwanych odtąd przez władze sowieckie Białorusią Zachodnią i Ukrainą Zachodnią – zwolnić, pozostawiając 25 tysięcy z nich jako robotników przymusowych. Ponad 40 tysięcy jeńców szeregowców pochodzących z terenów nie włączonych do ZSRR wydano stronie niemieckiej.Pozostawiono w niewoli osoby uznane za realne zagrożenie dla systemu sowieckiego, w szczególności oficerów i policjantów, których izolowano w trzech tzw. obozach specjalnych NKWD dla jeńców wojennych – w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku. Zostały one zorganizowane poza systemem GUŁag2 i podlegały specjalnie utworzonemu w celu administrowania nimi Zarządowi do Spraw Jeńców Wojennych NKWD ZSRR. Obóz ostaszkowski, w którym skoncentrowano ponad 6 tysięcy jeńców, przede wszystkim policjantów, był największy. W obozach kozielskim (około 4,5 tysiąca) i starobielskim (około 4 tysięcy) rozmieszczono pozostałych wziętych do niewoli, głównie oficerów. Natomiast kolejnych aresztowanych przez NKWD już po aneksji ziem Polski wschodniej oficerów, policjantów oraz wszelkich innych rzeczywistych i potencjalnych wrogów reżimu kierowano do więzień.
Stany w trzech obozach specjalnych przez cały okres ich funkcjonowania ulegały niewielkim zmianom, które wynikały z włączenia do ich „kontyngentów” wykrytych w obozach pracy wcześniej nie rozpoznanych policjantów i oficerów, wymiany niektórych kategorii jeńców między obozami, wywiezienia z nich „w niewiadomym kierunku” duchownych i oficerów kontraktowych, jak też wywołanej trudnymi warunkami śmiertelności.
Jeńcy trafili do niewoli w letnich mundurach, w których musieli spędzić „tę przedwczesną śnieżną i mroźną jesień”, a następnie surową zimę3. Karmieni byli poniżej racji minimum i praktycznie pozbawieni opieki lekarskiej – poza samopomocą w tym zakresie ze strony lekarzy, współtowarzyszy niewoli. W zasadzie nie świadczyli pracy, poza obciążeniami na rzecz obozu. Natomiast poddawani byli bezustannej inwigilacji, przesłuchiwani na okoliczność ich „wrogiej ludowi pracującemu działalności w pańskiej Polsce”, dręczeni ciągłymi rewizjami – „zawsze niespodziewanie, najczęściej nocą”4, poddawani intensywnej indoktrynacji ideologicznej w prymitywnym duchu komunistycznym. Władzom sowieckim wyraźnie brakowało pomysłu, co z nimi dalej robić. Brakowało – do czasu.
W grudniu 1939 r. do obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie przybyły z centrali NKWD specjalne brygady śledcze. Ich zadaniem było opracowanie akt wszystkich jeńców celem przedłożenia Kolegium Specjalnemu NKWD, zwanemu też Centralną Trójką, bądź OSO5. Utworzono je w 1938 r. jako narzędzie masowego terroru, rozpatrujące ponad sto tysięcy spraw rocznie – bez udziału obrońców, a na ogół też i oskarżonych. Przygotowane przez brygady w terminie do końca stycznia 1940 r. teczki personalne jeńców mały być podstawą dla orzeczenia przez Kolegium Specjalne wyroków za ich domniemane zbrodnie charakteru ideologicznego. Na podstawie jedynej zachowanej takiej teczki, policjanta Stefana Olejnika, możemy zorientować się jak, na przykładzie jednostkowym, wyglądała formalno-prawna podstawa dokonanej kilka miesięcy później zbrodni. W półstronicowej sentencji brygada stwierdzała, iż Olejnik „służył jako policjant w Borszczowie”, a więc musiał „aktywnie walczyć z ruchem rewolucyjnym”, co jest „przestępstwem przewidzianym w art. 58 paragraf 13 [sowieckiego] Kodeksu Karnego”.
Więcej nie było potrzeba.
W oparciu o takie sentencje „dochodzeń” trzech brygad, komisarz ludowy spraw wewnętrznych ZSRR Ławrientij Beria sporządził datowaną na 5 marca 1940 r. notatkę dla Stalina w kwestii dalszego losu jeńców trzech obozów specjalnych, a także jedenastu tysięcy więźniów obywateli II Rzeczpospolitej, przetrzymywanych w więzieniach tzw. Białorusi Zachodniej i Ukrainy Zachodniej. Powołując się na wspomniane „dochodzenia”, uznał ich wszystkich za „zawziętych wrogów władzy sowieckiej, pełnych nienawiści do ustroju sowieckiego […] zatwardziałych, nie rokujących poprawy”. Zaproponował, by w związku z tym ich sprawy rozpatrzyć w trybie specjalnym, „bez wzywania aresztowanych i bez przedstawiania zarzutów, decyzji o zakończeniu śledztwa i aktu oskarżenia […] z zastosowaniem wobec nich najwyższego wymiaru kary – rozstrzelanie”6. Jako wykonawców postulowanej decyzji wskazał wicekomisarzy spraw wewnętrznych Wsiewołoda Mierkułowa i Bachczo (Bogdana) Kobułowa oraz naczelnika I Wydziału Specjalnego NKWD ZSRR Leonida Basztakowa.
Tego samego dnia, prawdopodobnie w willi Stalina w podmoskiewskim Kuncewie, zebrał się trzon Biura Politycznego KC WKP(b) w osobach gospodarza oraz komisarza ludowego obrony Klimenta Woroszyłowa, przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych Wiaczesława Mołotowa i komisarza ludowego handlu wewnętrznego Anastasa Mikojana. Jak świadczy zachowany dokument, te właśnie cztery osoby7 podejmując decyzję w kwestii losu polskich jeńców wojennych i więźniów przesądziły o jednej z największych masowych zbrodni
wojennych lat II wojny światowej, wypełniającej wszystkie kryteria definicji ludobójstwa.
W systemie sowieckim decyzja Biura Politycznego była najwyższym prawem, do natychmiastowego wykonania przez aparat administracyjny – w tym wypadku resort spraw wewnętrznych. Od połowy marca 1940 r., na polecenie Centralnej Trójki, w obozach zaczęto sporządzać w ogromnym tempie tzw. informacje-wnioski o poszczególnych jeńcach wojennych i przesyłać je do moskiewskiej centrali. Komendy obozowe wypełniały tylko pierwsze trzy rubryki informacji: nazwisko, dane osobowe, ostatnia funkcja i stopień. Czwarta – „Wyrok”– pozostawała wolna, do wypełnienia przez Centralną Trójkę – co było faktycznie jej jedyną, wykonywaną mechanicznie czynnością.
Objętych tą samą ludobójczą decyzją więźniów grupowano najprawdopodobniej w tzw. więzieniach wewnętrznych NKWD w Mińsku, Charkowie, Chersoniu i Kijowie. Ich selekcji w więzieniach terenowych pod kątem wysyłki do więzień zbiorczych dokonywały powołane rozkazem Berii z 20 marca 1940 r. grupy specjalne, typując w pierwszej kolejności oficerów, policjantów, urzędników i przedstawicieli inteligencji. W więzieniach wewnętrznych NKWD sporządzano podobną dokumentację – teczki ewidencyjne i „informacje”, które przesyłano do Moskwy jako formalną podstawę do wydania wyroków przez Centralną Trójkę. Do 25 marca zakończono fazę kompletowania dokumentacji jeńców wojennych. Natomiast sporządzanie jej w wypadku więźniów przeciągnęło się w czasie – mimo, iż pracowało nad nią aż jedenaście grup specjalnych.
2
Z punktu widzenia potrzeby przeciwdziałania gasnącemu zainteresowaniu świata zbrodnią katyńską wyjątkowo ważny był 1951 r. Wówczas to, w niezwykle trudnej sytuacji międzynarodowej (grożąca nową katastrofą światową wojna w Korei), Izba Reprezentantów82. Kongresu Stanów Zjednoczonych powołała 18 września specjalną komisję „w celu przeprowadzenia pełnych i całkowitych badań zbrodni katyńskiej”. Tak radykalna zmiana nastawienia do mordu na polskich jeńcach wojennych, jakże różna od postawy w tej kwestii Wielkiej Brytanii, miała jak wyżej wspomniano, ścisły związek z dowiedzionymi faktami rozstrzeliwania w Korei przez komunistów na skalę masową (38 proc.) wziętych do niewoli żołnierzy amerykańskich – przypomnieniem w tym kontekście tragedii katyńskiej. Nie bez znaczenia był też nacisk na władze, organizowany przez Amerykański Komitet do Spraw Zbadania Zbrodni Katyńskiej. Na czele Komisji stanął kongresmen partii demokratycznej ze stanu Indiana, działacz Komitetu do Spraw Zbadania Zbrodni Katyńskiej Ray John Madden. Obok niego w jej składzie znaleźli się demokraci Daniel John Flood z Pensylwanii, Foster Furcolo z Massachusetts, Thaddeus Michael Machrowicz z Michigan oraz republikanie – George Anthony Dondero z Michigan, Alvin Edward O’Konsky z Wisconsin i Timothy Patrik Sheenan z Illinois. Doradcą prawnym Komisji został John J. Mitchell z Ohio, a pracującym na jej rzecz sędzią śledczym Roman C. Puciński ze stanu Illinois. Było to więc gremium powołane w sposób uwzględniający stany o dużej mniejszości polskiej – przede wszystkim Illinois i Michigan, co uznać należy za zrozumiałe zważywszy przedmiot dochodzenia.
Statutową działalność Komisja rozpoczęła jesienią 1951 r., podejmując dochodzenie w dwóch aspektach: które państwo niesie odpowiedzialność za zbrodnię katyńską; czy jacykolwiek urzędnicy amerykańscy ukryli fakty dotyczące zbrodni przed społeczeństwem Stanów Zjednoczonych. Pierwszym jej zadaniem było zgromadzenie możliwie pełnego materiału i przesłuchanie wszystkich osób, które mogłyby wnieść do śledztwa jakąś wiedzę. Prace toczyły się w ramach sesji plenarnych, kolejno w Waszyngtonie (październik 1951 r., luty 1952 r.), Chicago (marzec 1952 r.), Londynie (kwiecień 1952 r.), Frankfurcie nad Menem (kwiecień 1952 r.) oraz sesji podkomisji (Berlin, Neapol). Podsumowano je i opracowano raport końcowy na posiedzeniach w czerwcu i listopadzie 1952 r. w Waszyngtonie. Posiedzeń nie traktowano
jako zamkniętych i mogli w nich brać udział również inni kongresmeni, z czego korzystali ci z nich najbardziej zainteresowani śledztwem – m.in. parlamentarzyści polskiego pochodzenia (Kluczynski, Sadlak, Sieminski).
W trakcie sześciu podstawowych sesji Komisja przesłuchała ponad 280 świadków, w tym 81 tzw. kluczowych, zapoznała się z około stu relacjami, zbadała liczne dowody rzeczowe– w ich liczbie dokumenty i innego typu materiały dostarczone przez rząd RP na wychodźstwie w Londynie. Przesłuchiwani byli m.in. pisarze Ferdynand Goetel i Józef Mackiewicz, doktor Ferenc Orós z Międzynarodowej Komisji Lekarskiej, były premier Stanisław Mikołajczyk, były ambasador Stanów Zjednoczonych w Moskwie William A. Harriman. Szczególnie istotne dla prac Komisji były zeznania Mackiewicza, wyjątkowo kompetentnego z uwagi zarówno na osobistą bytność w Lesie Katyńskim w trakcie ekshumacji niemieckich, jak i pracę nad tomem Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów, wydanym w Londynie w 1948 r. Jeden ze świadków Polaków, być może w obawie przed represjami grożącymi jego rodzinie w kraju, a być może jemu samemu, składał zeznania przed Komisją nie ujawniając nazwiska (pod pseudonimem „Joe Doe”) i swej twarzy, zakrytej kapturem. Zeznania rozczarowały, ale sposób ich złożenia dał pretekst do niewybrednych ataków propagandy sowieckiej i polskiej.
W trakcie tych prac, w lutym 1952 r. przewodniczący Komisji zwrócił się do ambasadora ZSRR w Stanach Zjednoczonych Aleksandra Paniuszkina z listem zawierającym oficjalne zaproszenie do wzięcia udziału we wznawianym śledztwie katyńskim, prośbę o dostarczenie pozostających w gestii sowieckiej materiałów dotyczących tej zbrodni. Poinformował, iż Komisja chętnie zapozna się z wszelkimi dostarczonymi przez stronę sowiecką, a odnoszącymi się do zakresu jej prac dokumentami.
Ambasada sowiecka w Waszyngtonie przekazała odpowiedź odmowną w formie noty protestacyjnej. Zwróciła Departamentowi Stanu uwagę, iż sprawa katyńska została już w 1944r. zbadana przez kompetentną oficjalną komisję (Burdenki), która ustaliła jednoznacznie jej sprawców i dlatego wznowienie po ośmiu latach śledztwa katyńskiego nie może być traktowane inaczej, niż chęć rzucania oszczerstw na Związek Sowiecki. Powołanie Komisji Kongresu zakwalifikowano jako złamanie ogólnie przyjętych norm międzynarodowych i obrazę Związku Sowieckiego. Do noty dołączony był egzemplarz raportu Komisji Burdenki i przekreślone zaproszenie, przesłane Ambasadzie przez Ray’a Maddena. W ślad za odpowiedzią sowiecką, z podobnym pismem potępiającym powołanie komisji wystąpiły władze PRL.
Przy Ministerstwie Spraw Zagranicznych ZSRR, niejako w odpowiedzi na działania Kongresu Stanów Zjednoczonych, utworzono międzyresortową komisję do sprawy zbrodni katyńskiej. Komisja ta, do której powołano wysokich rangą funkcjonariuszy Wydziału Prawno-Traktatowego Ministerstwa Spraw Zagranicznych ZSRR, Wydziału Śledczego Prokuratury Generalnej ZSRR, Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR oraz byłych członków Komisji Burdenki – anatomopatologów Wiktora Prozorowskiego i Władimira Smoljaninowa, być może w ogóle nie podjęła działalności. Nie są bowiem znane ani jej dokonania, ani jakiekolwiek materiały dotyczące jej prac. Domniemywać można, iż co najwyżej na bieżąco śledziła ona doniesienia napływające ze Stanów Zjednoczonych o pracach jawnie działającej Komisji Maddena i przygotowywała rekomendacje na potrzeby ewentualnej reakcji władz sowieckich na ustalenia śledczych Kongresu, kontrargumenty dla ich dezawuowania.
Tymczasem Komisja Maddena finalizowała swe prace. Na podstawie zeznań świadków i po zapoznaniu się z wszelką podówczas dostępną dokumentacją opracowała i złożyła 22 grudnia 1952 r. w Kongresie raport końcowy. Był to kolosalnych rozmiarów materiał, liczący2.363 strony. Jego wnioski, podjęte jednomyślnie, sformułowano w sposób jednoznaczny. Na podstawie analizy zebranych dokumentów, relacji i innych materiałów kongresmeni stwierdzili, że to organa NKWD dokonały wczesną wiosną 1940 r. mordu na polskich jeńcach wojennych – w celu wyeliminowania tych wszystkich, którzy w przyszłości mogliby przeszkadzać „pełnej komunizacji Polski”. Uznali za udowodnione następujące argumenty na rzecz tezy o sprawstwie sowieckim zbrodni: jednoznaczna wymowa materiałów odnalezionych w trakcie ekshumacji niemieckich i prac Międzynarodowej Komisji Lekarskiej; celowe zwodzenie Ambasady RP i władz polskich w kwestii losu zaginionych oficerów (1941-1943); odmowa Moskwy na propozycję przeprowadzenia badań w Lesie Katyńskim przez delegatów Międzynarodowego Czerwonego Krzyża; nie zaproszenie do prac Komisji Burdenki żadnego współuczestnika bądź obserwatora z innych państw; blamaż wniosku sowieckiego w Norymberdze; wreszcie – odmowa współudziału w pracach Komisji Maddena i zmasowana kampania propagandowa wymierzona w jej działalność. Z ustaleń szczegółowych, świadczących o poziomie dokonanych analiz, warto przytoczyć fakt, iż dysponując jedynie bardzo pośrednimi materiałami Komisja jako miejsce prawdopodobnego stracenia jeńców ze Starobielska wskazała Charków. Trafność tego rozpoznania wykazała dopiero dokumentacja z zasobów sowieckich udostępniona w 1990 r.
tel.(+48 22) 565-46-00, fax (+48 22) 565-46-14
email: ndap@archiwa.gov.pl
















